~Maltretuje

Tym razem materiał lżejszy, momentami komiczny. Stylizujesz język wypowiedzi literackiej na romans z archaizmami, co z mojej perspektywy jest sporym walorem.


Mam uwagę dotyczącą zapisu - mianowicie rozpoczynania każdego wersu od wielkiej litery. Mimo że przekazywane przez Ciebie treści traktują o sprawach doniosłych, to chyba nie zasługują na tak poważne traktowanie. Umieszczenie tego tekstu w kategorii form klasycznych również wydaje mi się potknięciem, ale zapewne masz już dosyć tego zrzędzenia, więc pora na plusy. Tematyka którą poruszasz jest eteryczna, niekonkretna, ciężka i nie wiadomo jeszcze jaka, ale wywód poetycki utrzymany w konwencji apostrofy pozwala mniemać, że w jakiś tajemny sposób trzymasz ten chaos na smyczy. Wydobywasz uniwersalne prawdy i przemyślenia. Żeby napisać Ci coś mądrzejszego muszę przewertować inne teksty Twojego pióra, zatem powstrzymam się od zdecydowanego potępienia lub motywującej pochwały.


Wspaniałe.


Ostatni wers skupia ładunek interpretacyjny, właściwie jest jego wybuchem. Oszczędnie gospodarowałaś środkami stylistycznymi, i bardzo dobrze, bo użycie ich jako głównego atutu literackiego nadałoby tekstowi mniej wyraźnego charakteru. A tak jest smog, chłód, deszcz i prawdopodobnie znalazłoby się miejsce dla dymu z fajek. Jak trzeba.


Tematyka i sposób produkcji tego tekstu odpowiadają moim zapotrzebowaniom na literaturę bezpośrednią, unikającą patosu. Stylistyka leksykalna jest mi bardzo znajoma, może właśnie dlatego wybredność nie protestuje.


Na pierwszy rzut oka Twoje prace są proste technicznie - nieskomplikowane rymy, tematyka nie odwołująca się do głębszej metafizyki czy powszechnych symboli literackich, ale w sposób niezwykle celny puentująca konkretne ludzkie obawy i przyzwyczajenia. Wracając do kwestii leksykalnych; właściwie każda praca charakteryzuje się dynamiczną rytmiką, co może wskazywać na walor recytatorski.


Ostatnia strofa - majstersztyk.


Konsekwentnie sprzęgasz ze sobą wizje katastrofy z elementami tradycji Nowego Testamentu.


Niepokojący, katastroficzno - apokaliptyczny tekst. Sprytnie wplecione odwołania biblijne nadają pracy dojrzalszego wymiaru. Świetnie.


Niemal epistolarny charakter tekstu jest już sam w sobie swojego rodzaju niecodziennością. W warstwie interpretacyjnej - spakowanie do paczki jednostkowej percepcji z kilkoma rekwizytami i wysłanie jej priorytetem do dowolnego miejsca w Polsce. Bynajmniej tym może być dla mnie Twoja praca.


Pierwsza strofa zdecydowanie zasługuje na jakąś ministerialną gratyfikację. Całość niezwykle dojrzała, mieszcząca w sobie ciągi wspaniałych skojarzeń.


Twój tekst mógłby pełnić rolę didaskaliów w przedstawieniu traktującym o skomplikowanej dynamice relacji jakiejś dwójki ludzi. W kwestiach technicznych - bardzo przeszkadzają literówki w wyrazach 'jesteś', 'widze', 'opuszcze', 'chce'. Gdzieniegdzie jest poprawnie, z ą, ę itd, więc taki kocioł tylko szkodzi całkiem ciekawej pracy.


Staranne pismo wygrywa dla Ciebie pierwsze pozytywne odczucie. W kwestiach technicznych - nieskomplikowane, często niekonsekwentne rymy, żadnej wirtuozerii nie widać, ale zdaję mi się, że nie o to w tym tekście chodzi - odbieram tą pracę jako frywolność literacką. Tym bardziej ją odbieram, że została osadzona w jakiejś całości, serii tematycznej.


Mnie starodawne szkice, jak rękopisy kojarzą się.


Lapidarnie wręcz o śmierci, jak niektóre ujęcia Bergmana. Ostatni wers wspaniale koresponduje z postrzeganiem człowieka jako istoty zupełnie zależnej od jakiegoś dyrektora teatru. Chociaż te sznurki mogą być też nawiązaniem do ,,Ojca Chrzestnego"!


Tekst składający się pozornie z trzech nie powiązanych bezpośrednio części, wybucha ukazaniem tytułowej okazji jako momentu zupełnie świadomego wyboru.


Niesamowicie poprowadzony, wychowany tekst.


Pisanie zasługujące na aprobatę - pojemne wątkowo, ale nie rozlazłe. Spójnie i czysto, miejscami lirycznie nawet.


Po przeczytaniu Twojego tekstu pomyślałem, że te słuszne refleksje mogły by przerodzić się w manifest rewitalizacji samoświadomości człowieka współczesnego. Dojrzałe ujęcie.


Zadajesz klasyczne pytania, jakie dręczą ludzkość od wieków. Mimo reprodukowania pytajnikow spod znaku kosy, ujmujesz temat w bezpośredni sposób. I chyba właśnie sprowadzenie tego przerobianego wielokrotnie (a więc niebezpiecznego), motywu literackiego do swojego życiorysu ratuje Cię przed posądzeniem o całkowitą nieodkrywczość.


Kwestie techniczne pomijam, bo nie znam się. Ogólne odczucie - trzęsie i zdumiewa.


Zwarta, a jednocześnie pełna odrębnych wątków kompozycja. Stylistycznie bardzo płynnie - tekst odczytuje się płynnie, bez niepotrzebnych przerw na zastanowienie nad znaczeniem któregoś wyrazu. Zbudowałaś portret znanego Ci wycinka rzeczywistości i wyszło aż do mojego zachwytu.


Pierwszy wers kojarzy mi się z cytatem Nietzschego - ,,Pisz krwią a dowiesz się, że krew jest duchem". Bynajmniej to jedna z możliwych wersji interpretacjnych. Tekst bez zbędnych ozdobników czy figur stylistycznych przekazuje jakiś stan autora, i przekazuje to pięścią.


Tematyka doprawdy interesująca. Szczególnie w kontekście dokumentu TVP o Anneliese Michel. W warstwie językowej bez rewelacji, chociaż komunikatywnie.


Biorę bez wyjaśniania.



1 2 Następna strona
© 2001-2012 Grupa Onet.pl SA - digart.pl v.6
RSS Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów. Grupa Onet.pl S.A. i zespół digart.pl nie odpowiadają za ich treść.
strona główna | regulamin | zasady korzystania | faq | załoga | RSS | reklama | kontakt